16 maja 2012

Wyznania Katarzyny Medycejskiej C.W.Gortner

Wydawnictwo Książnica, rok wydania 2011, stron 438 Przede wszystkim - wytłumaczenie, dlaczego wpis o Medyceuszce zamieszczam na blogu Francuska Kawiarenka Literacka. Katarzyna Medycejska córka Francuski i Florentyńczyka, krewna papieża Klemensa VII była przez kilka lat żoną króla Francji Henryka II, a następnie królową - matką i regentką, sprawującą władzę w imieniu małoletnich synów. Jej wpływ na historię Francji był bardzo duży, całkiem możliwe, że to dzięki jej staraniom zachowania jedności państwa historia potoczyła się tak, a nie inaczej (rozdział silnej monarchii na wiele drobnych księstw- jak to miało miejsce we Włoszech). W czasach, w których przyszła na świat Katarzyna Medycejska, historia - gdyby patrzono na nią z punktu widzenia uczciwości- wydawałaby się jakąś powieścią niemożliwą – takimi słowami wyraził się Honore de Balzac, gorący obrońca znienawidzonej przez historię królowej. Katarzyna Medycejska to kolejna postać, z którą historia obeszła się bardzo okrutnie. Jeszcze za życia została osądzona i skazana na miano królowej przeklętej. Przypisywano jej brak skrupułów perfidię, dwulicowość, makiawelizm, eliminację politycznych przeciwników przy pomocy trucizny oraz uprawianie czarnej magii. To wszystko jednak nie byłoby niczym niezwykłym w tych okrutnych czasach (żyła w latach 1519-1589), ale Katarzynę obarczono także zbrodnią największą, krwawą, okrutną i niewybaczalną, przypisano jej odpowiedzialność za wymordowanie kilku tysięcy innowierców, czyli za rzeź hugenotów podczas Nocy Św. Bartłomieja. Niemały udział w tym wizerunku królowej miał także mój ukochany pisarz Aleksander Dumas (Pani z Monsoreau oraz Królowa Margot). Jak wiadomo literatura potrafi tworzyć mity, które nawet historykom trudno jest obalić (vide Lukrecja Borgia). Katarzyna pochodziła ze słynnego rodu florenckich Medyceuszy. Życie nie szczędziło jej ciężkich doświadczeń. Została osierocona jako dziecko, jako nastolatka wygnana z Florencji (w odwecie za postawę jej wuja, papieża Klemensa VII). Następnie, jako czternastolatka, będąc ostatnią nadzieją Medyceuszy na przywrócenie świetności podupadającego rodu, a także w odwecie Klemensa VII na cesarzu Karolu V, została przeznaczona na żonę francuskiego księcia Henryka II Walezego. Publicznie upokarzana przez męża i jego kochankę (Dianę de Poitiers), nieciesząca się sympatią na francuskim dworze, jako córka kupieckiego rodu, bezskutecznie usiłowała dać Francji następcę tronu, co nie było łatwe, gdyż królewski małżonek nie tylko nie pojawił się na ślubie, ale także unikał małżeńskiej sypialni. Była matką kilkorga dzieci, w tym Henryka Walezjusza, który przez pewien czas był królem Polski (porzucił jednak ofiarowaną mu koronę, aby przejąc sukcesję francuskiego tronu po zmarłym bracie). Katarzyna miała nieszczęście żyć w czasach wojen religijnych, w tym najgorszej wojny domowej pomiędzy hugenotami a katolikami. Za wszelką cenę usiłowała bronić jedności Francji, zapewnić jej pokój, a swoim dzieciom sukcesję. Popełniła na pewno sporo błędów, ale też podejmowała wiele prób pogodzenia dwóch wrogich religii i wprowadzenia tolerancji religijnej. Dzisiaj wielu historyków uważa, iż to nie ona ponosi odpowiedzialność za wydarzenia Nocy Św. Bartłomieja, choć niewątpliwie popełniła błąd w ocenie sytuacji i pozwalając na wyeliminowanie Colignego, nie przewidziała następstw takiego kroku (przekształcenia aktu zemsty w rzeź sześciu tysięcy ludzi; głównie hugenotów, ale nie tylko). Katarzyna mawiała: „Religia jest płaszczykiem, którym ludzie często się posługują, by ukryć złą wolę”. C.W Gortner w książce „Wyznania Katarzyny Medycejskiej” podejmuje próbę oczyszczenia wizerunku Katarzyny oraz pokazania nie tylko żelaznej królowej, wielkiego polityka, ale przede wszystkim kobiety, żony, matki. Autor próbuje pokazać jej ciężkie życie we wrogim otoczeniu (Gwizjuszy), nieudane dzieci (Franciszek i Karol zbyt słabi, aby samodzielnie rządzić, Herkules – niedorozwinięty umysłowo i Henryk III o skłonnościach homoseksualnych, Marot- nazbyt, nawet, jak na tamte czasy rozpustna), upokorzenia ze strony męża i jego kochanki, a także motywy jej postępowania (zapewnienia jedności i trwałości królestwa, równowagi pomiędzy różnowiercami oraz sukcesji własnego rodu, nawet kosztem wprowadzenia na tron syna swej zaciętej przeciwniczki, królowej Nawarskiej Joanny. Czy próba oczyszczenia królowej autorowi się powiodła? Zachęcam do lektury, aby odpowiedzieć sobie na to pytanie. Mnie szczerze mówiąc bardziej przekonuje posłowie autora i przywołanie historycznych dokumentów, niż sama postać Katarzyny, jaka wyłania się z kart powieści. Jak na władczynię silną, zdecydowaną, jedną z najbardziej wpływowych kobiet XVI wiecznej Europy Katarzyna przedstawiona przez Gortnera wydaje mi się nieco mdła i papierowa. Katarzyna jawi się tutaj, jako słaba kobieta, której jakimś cudem udało się doprowadzić do porozumienia z Henrykiem Nawarskim, tak jakby to nie jej działania doprowadziły do zachowania jedności kraju, ale jakiś dziwny splot okoliczności. Nie mniej książkę czytało mi się z dużym zaciekawieniem i szybko. Powieść rzuciła trochę więcej światła na postać kontrowersyjnej Medyceuszki, wokół której narosło tyle mitów, że ciężko dziś dojść prawdy. Książka doskonale oddaje klimat epoki, w której homo homini lupus fuit, w której wczorajszy sojusznik był dzisiejszym wrogiem, współczucie i dotrzymywanie słowa było oznaką słabości, a okrucieństwo i brutalność były na porządku dziennym. I co stanowi dużą zaletę powieści historycznej jej lektura zaciekawiła na tyle, że sięgnęłam po biografię Katarzyny Medycejskiej autorstwa Jean - Francois Solnon. Moja ocena 4/6

3 maja 2012

Duch Opery Gaston Leroux

Upiór w Operze to jeden z moich ukochanych musicali. Przez dość długi czas poszukiwałam książki, która była literackim pierwowzorem dla libretta musicalu. Kiedy wreszcie udało mi się nabyć książkę w księgarni internetowej, zabrałam się do lektury pełna nadziei na miłe spędzenie czasu i …. Mam mieszane uczucia; nie mogę powiedzieć, aby książka mnie znudziła, ale też nie mogę powiedzieć, aby mnie zachwyciła. Musical stał się silną konkurencją, której wg mnie książka nie była w stanie dorównać. Choć z reguły bywa odwrotnie, to przecież ekranizacje i adaptacje rzadko dorównują literackiemu pierwowzorowi. Być może to właśnie znajomość treści musicalu była przeszkodą w czytaniu. Początkowo lektura nastręczała pewne kłopoty; nie mogłam wyzwolić się z wizji filmowej ekranizacji oraz teatralnej adaptacji. Na plus książce muszę oddać, iż po paru rozdziałach książka zaczęła żyć własnym życiem, a ja budowałam nowe wyobrażenia postaci oparte na lekturze. Tematem powieści są dzieje pięknej i utalentowanej Christine Daae, solistki Opery Garnier, której cudowny głos spowodował, iż zainteresowali się jej postacią piękny i bogaty wicehrabia oraz tajemniczy Eryk, duch, upiór a może anioł muzyki. To, co mi się w książce spodobało najbardziej to klimat. Opera, jej mroczne zakamarki, podziemne jezioro opisane zostały w tak sugestywny sposób, że bez trudno przeniosłam się do paryskiej Opery Garnier i jej wnętrz. Lektura tak naprawdę wciągnęła mnie dopiero od momentu, kiedy wicehrabia wraz z Persem znaleźli się w Sali tortur, czyli niemal pod koniec książki. Wcześniej opisana historia jest dla mnie mało wiarygodna. W musicalu zostałam przekonana o istnieniu upiora - Eryka, w książce nie.
Przeczytałam gdzieś opinię o tym, iż Upiór w Operze to połączenie romansu, kryminału i horroru mrożącego krew w żyłach. Romans (jak dla mnie) jest nieprzekonywujący, naiwny, nieciekawy i ckliwy. Dialogi pomiędzy Christine a wicehrabią są sztuczne, postacie infantylne i papierowe. Wicehrabia zachowuje się niczym rozhisteryzowana panienka; jęczy i wzdycha i wpada w rozpacz. Podobnie Christine jest drętwą, choć niepozbawioną egoizmu osóbką. Kryminał – nie nazwałabym powieści kryminałem. Mamy co prawda kilka zbrodni, ale stanowią one jedynie poboczny wątek historii upiora. Horror - może nie znam się na horrorach, ale żaden z opisów nie zmroził krwi w moich żyłach. Wprowadzenie na karty powieści Upiora-Eryka jest dla mnie mało wiarygodne. Choć historia intryguje, bo wiedząc, że upiór nie jest upiorem, zastanawiałam się, jakie wyjaśnienie przyniesie rozwiązanie zagadki. To właśnie postać upiora jest jedyną (poza Persem) „żywą” postacią w całej powieści. Eryk nie jest marionetką. Jest człowiekiem, który popełnia zbrodnie, ale żyje, ma namiętności, pragnienia, działa. Myślę, że gdyby autor poświęcił więcej uwagi postaci Eryka oraz motywom jego działania powieść zyskałaby na wartości. Można by zgłębić problem odrzucenia przez społeczeństwo tego, co inne (w tym przypadku przerażająco brzydkie). Inne, a więc niezrozumiałe.
Trudno jest mi przyznać odpowiednią ilość punktów tej książce. Jak mogłabym przyznać jej małą ilość punktów, skoro tak kocham Upiora. Gdyby nie Gaston Leroux Andrew Webber nie stworzyłby musicalu, Joel Schumacher filmu, a Wojciech Kępczyński nie wystawił by fantastycznego musicalu w warszawskiej Romie. No ale jak mogłabym przyznać jej większą ilość punktów, skoro powieść nie zachwyciła mnie. Dlatego tym razem bez punktów. Napiszę tak - polecam lekturę zwłaszcza wielbicielkom musicali dla porównania i wyrobienia sobie własnej opinii. Zdjęcia: 1. Okładka książki, 2. Scena Opery Garnier wraz z lożą nr Pięć, 3. Foyer Opery Garnier

18 kwietnia 2012

Łuk Triumfalny Erich Maria Remarque

Wydawnictwo De Agostini Polska Rok wydania 2002 Napisana w 1945 r. Ilość stron-448 Poleconej mi w trakcie konkursu z Paryżem w tle książki Remarqua szukałam od pół roku. Po lekturze „Na zachodzie bez zmian” nie miałam wątpliwości, że Łuk tryumfalny muszę przeczytać. Dodatkowym argumentem za przeczytaniem była rekomendacja Nemeni, na której opiniach polegam prawie, jak na własnych. Paryż w powieści Remarqua nie jest to Paryż ckliwy, romantyczny, impresjonistyczny, rewolucyjny, Paryż z folderów katalogów biur podróży, czy Paryż, do jakiego przyzwyczaiła mnie dotychczasowa lektura powieści z miastem w tle. W „Łuku Triumfalnym” mamy do czynienia z Paryżem nocnych lokali, burdeli, nielegalnych uchodźców i legalnych imigrantów. A wszystko to dzieje się w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej. Przełom roku 1938 i 1939 - w Niemczech rządzą naziści, w Hiszpanii – faszyści, w Paryżu niektórzy żyją złudzeniami i nadziejami, iż to wszystko „jakoś” się rozwieje, oni wietrzą świetny interes i zawierają kontrakty na dostawy broni i żywności, a jeszcze inni próbują korzystać z życia, ile się da, żyć na zapas. Polityczni uchodźcy żyją w oczekiwaniu na kolejną wojnę, która położy kres ich sytuacji zawieszenia pomiędzy uciekaniem, ukrywaniem się, a deportacją lub samobójstwem. Główny bohater, o przybranym nazwisku Ravic, jest niemieckim uchodźcą. Po ucieczce z obozu koncentracyjnego w Niemczech żyje w poczuciu tymczasowości, bez nazwiska, bez dokumentów, bez legalnego meldunku i bez prawa wykonywania zawodu, za to z bagażem traumatycznych. W zamian za niewielkie wynagrodzenie, nielegalnie, w zastępstwie francuskich lekarzy, wykonuje operacje. Pewnego dnia wracając do hotelu dla uchodźców spotyka Joannę, którą ratuje przed popełnieniem samobójstwa. Ich znajomość staje się początkiem uczucia. Okoliczności jednak nie sprzyjają pielęgnowaniu związku. Jak żyć normalnie, kiedy wszystko wokół zapowiada kolejną wojnę. Ledwie dwadzieścia lat minęło od poprzedniej, a już na horyzoncie pojawiają się czarne chmury nadciągającego faszyzmu. Bohaterowie świadomi czekającego ich kataklizmu są wobec niego bezsilni. Obezwładnieni obawą przed niewiadomą próbują korzystać z ostatnich dni wolności, normalności, codzienności. Próbują żyć normalnie, chodzą do knajp, kina, dokonują zakupów, jeżdżą na wycieczki, grają w kasynach, ale gdzieś w tle wyczuwa się napięcie i strach. Chwytają się zwykłych, banalnych spraw. Można odnieść wrażenie, że próbują wczepić się w te ostatnie chwile spokojnego bytowania pazurami i wyszarpać z nich tyle, ile się da. Remarque świetnie uchwycił nastrój ostatnich dni wolności i tej pozornej normalności. Łuk Triumfalny to powieść o ludziach i o mieście. Dla mnie bez Paryża historia Ravica i Joanny nie byłaby tak interesująca, a bez historii Ravica i Joanny Paryż nie miałby swojego uroku. Miasto i ludzie współtworzą tę powieść. Podobają mi się postacie bohaterów; żywe i pełnokrwiste, czasami irytujące, a czasami wzbudzające sympatię. Bohaterowie postawieni w sytuacji bez wyjścia walczą z losem, choć mają świadomość, iż jest to walka skazana na przegraną. A kiedy upadają, podnoszą się i walczą dalej. Choć są i tacy, którym zabraknie sił na powstanie. Momentami irytowało mnie zachowanie Joanny, ale z czasem zaczynałam je rozumieć. Podobają mi się także postacie drugiego planu; Morozow, Rolanda, Janek. Paryż jest tu obecny nie tylko nazwami ulic, pomników, budowli, miejsc, ale przede wszystkim jest tu klimat miasta. Choć jest to Paryż, jakby zasnuty mgłą i pajęczyną szarości (mimo występowania także słonecznych dni), to nie da się go pomylić z żadnym innym miastem. Akcja toczy się wokół Łuku Triumfalnego (pomnika zwycięstw Napoleona), Pól Elizejskich ze słynną kawiarnią Foucheta, Monmartru, Luwru, Lasku Bulońskiego, Ogrodów Luksemburskich. Remarque ukazuje także absurdy demokracji. Ravic jako nielegalny uchodźca nie ma prawa przebywania w Paryżu, ale nazistowscy „turyści” (czyt. szpiedzy) są tu mile widziani. Tytułowy Łuk Triumfalny to symbol nie tylko zwycięstw Napoleona, to przede wszystkim symbol triumfu człowieczeństwa nad bestialstwem i kolejny manifest przeciwko absurdowi agresji i totalitaryzmu. Wiek, w których przyszło żyć bohaterowi jest, jak sam mówi „najbardziej wszawym, splugawionym krwią, bezbarwnym, tchórzliwym, brudnym wiekiem”, a jednak zapytany, w jakim wieku chciałby żyć, gdyby mógł wybierać, odpowiada, że właśnie w tym. Na zakończenie jeden cytat na temat miłości: Miłość? Ileż to słowo oznacza. Od najlżejszej pieszczoty naskórka do największego podniecenia wewnętrznego, od tęsknoty za rodziną do śmiertelnego spazmu, od nienasyconej żądzy do walki Jakuba z aniołem. Oto idę- myślał- człowiek po czterdziestce, który przeszedł niejedną szkołę, nabył wiedzy i doświadczenia, padał i znów się podnosił, przepuszczony przez filtr czasu, zimny, krytyczny. Nie chciałem miłości, nie wierzyłem w nią, nie przypuszczałem, że ją jeszcze napotkam, a oto przyszła i całe moje doświadczenie i wiedza na nic, miłość pali mnie tylko mocniej. A cóż płonie lepiej w ogniu uczucia niż suchy cynizm i nagromadzone drewno krytycznych lat? Miłość nie zawsze jest radosna. … Dlaczego tak się z nami dzieje? I ja tego nie wiem. Może dlatego, że już nie mamy się czego trzymać. Przedtem miało się wiele rzeczy; bezpieczeństwo, podstawy, wiarę, cel, wszystkie te przyjazne podpory, na których można się było wesprzeć, kiedy nami wstrząsała miłość. Teraz nie mamy nic, najwyżej trochę rozpaczy, trochę odwagi, w wokoło nas i w nas obcość. Miłość pada na nią jak pochodnia na słomę. Nie ma nic prócz miłości, więc i ona jest inna, dziksza, ważniejsza, niszczy wszystko dookoła. Nie trzeba dużo myśleć, w ogóle w naszej sytuacji nie trzeba za dużo myśleć. Dla mnie to jedna z lepszych książek z Paryżem w tle. Moja ocena - 5/6